Perfekcyjnym wykonaniem kantaty "Der Tod Jesu" zakończył się IV Gdański Festiwal Muzyczny. Bardzo wysoki poziom wykonawców i ogromne zainteresowanie widowni świadczą o tym, że na krajowej mapie festiwalowej impreza konsekwentnie wyrabia sobie solidną markę.
Dyrektor festiwalu, Konrad Mielnik, zapowiadając finałowy koncert, dziękował wszystkim artystom, mecenasom i widzom, którzy od pierwszego dnia tłumnie oklaskiwali każdy kolejny koncert. Następnie krótkie przemówienie wygłosił ambasador Belgii, Raoul Delcorde, który zapowiedział występ flandryjskiego Collegium Vocale Gent i wspomniał o więzach łączących jego państwo i miasto Gdańsk. Później środowy wieczór (13 kwietnia) w Filharmonii Bałtyckiej należał już tylko do belgijskich artystów, którzy razem z muzykami z Akademie fur Alte Musik Berlin wykonali kantatę "Der Tod Jesu" poświęconą śmierci Jezusa Carla Heinricha Greuna. Surowa, barokowa kompozycja w genialnym wykonaniu obu zespołów i solistów została nagrodzona bardzo długą, stojącą owacją.
- Czy w Trójmieście brakuje imprez z muzyką klasyczną?
-
tak, ogromne zainteresowanie koncertami pokazuje, że takich imprez powinno być więcej
88% -
jest mi to obojętne, nie biorę udziału w takich imprezach
2% -
nie, takich imprez jest wystarczająca ilość, to niszowa dziedzina kultury
10%
łącznie głosów: 48
W trakcie koncertu inauguracyjnego widzowie poinformowani zostali o nieszczęśliwej kontuzji Ingolfa Wundera, zdobywcy II nagrody w ubiegłorocznym Konkursie Chopinowskim. Zamiast jednak odwołać koncert, organizatorzy wykazali się niebywałym refleksem - muzyka zastąpił Lukas Geniusas, któremu podczas Konkursu Chopinowskiego jury przyznało nagrodę ex aequo z Wunderem. Młody pianista zagrał znakomicie, a program wieczoru - 24 etiudy z X i XXIV opusu i Sonata h-moll Liszta - to nie tylko pianistyczny wyczyn, ale i rzadkość. Warto dodać, że wszystkie wykorzystane bilety i zaproszenia zachowują ważność na recital Ingolfa Wundera, który odbędzie się 28 maja.
Ciekawie zabrzmiały oktety Mendehlssona i George Enescu w wykonaniu Barock Quartet i Kryptos Quartet w sali kameralnej na Ołowiance (5 kwietnia). Natomiast dzień później w Oliwie podczas koncertu "333 Vivaldi" (rocznica urodzin kompozytora) katedra znów była pełna melomanów.
Pomimo osoby rezydenta festiwalu, wielkiej, polskiej śpiewaczki Stefani Toczyńskiej, muzyka wokalna nie zdominowała programu. 7 kwietnia Orkiestra Symfoniczna Słowackiej Filharmonii Narodowej w Bratysławie oczarowała IX Symfonią Dworzaka, a Marian Lapansky wykonał rzadko grany i mniej znany II Koncert fortepianowy Piotra Czajkowskiego.
Nie jest niespodzianką, że operowe "hity" Verdiego i Pucciniego pod batutą Tadeusza Wojciechowskiego cieszyły się ogromnym powodzeniem. Świadczy to również o świetnym wyczuciu organizatorów, którzy tak ułożyli program, żeby zadowolić bywalców sal koncertowych zarówno o wybrednych gustach, jak i tych mniej osłuchanych. Jednych i drugich ukontentował z pewnością występ słowackich wirtuozów smyczków pod wodzą Edwarda Danela. Osiem pór roku (4 Vivaldiego i 4 Piazzolli znanego raczej jako twórca ognistego tanga) w nietypowym układzie (na przemian koncerty Vivaldiego i Piazzolli) i karkołomnych tempach zostały nagrodzone tak gorącymi oklaskami, że artyści odwdzięczyli się aż trzema bisami.
Należy również podkreślić niezwykłe wyzwanie logistyczne, z którego świetnie wywiązali się organizatorzy. Festiwalowi goście - mieszkańcy prawie wszystkich kontynentów - bez przeszkód dotarli na czas i wystąpili przed trójmiejską publicznością. Bardzo wysoki poziom wykonawców i ogromne zainteresowanie widowni i ogólnopolskich mediów świadczą o tym, że na krajowej mapie festiwalowej Gdański Festiwal Muzyczny konsekwentnie wyrabia sobie solidną markę.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.