W świadomości znacznej grupy czytelników ksiądz Twardowski funkcjonuje głównie jako autor pogodnych wierszyków o biedronkach i konikach polnych. Po lekturze książki "Ksiądz paradoks" nie mam jednak wątpliwości, że jego życie było dużo bardziej skomplikowane niż poezja, którą tworzył. Magdalena Grzebałkowska rzuca na postać uwielbianego przez Polaków księdza zupełnie nowe światło, opowiadając jednocześnie piękną historię o samotnym, pełnym wewnętrznych sprzeczności człowieku.
Od razu rzuca się w oczy ogrom pracy, jaki autorka musiała wykonać, by w ogóle zacząć przygotowywać się do napisania biografii Twardowskiego. Nie żyją już dziś ludzie, którzy mogliby pamiętać rodziców przyszłego poety czy jego samego z czasów dzieciństwa. Nieliczne dokumenty, stare fotografie i listy nie zawsze układają się w spójną całość - ksiądz Twardowski pilnie strzegł swojej prywatności, nie zależało mu na tym, by poza jego poezją pozostały po nim jakiekolwiek ślady. Zwodził dziennikarzy, niechętnie rozmawiał o swoim życiu, próbował stosować rozmaite uniki, by nie powiedzieć za dużo.
Sytuacja z ludźmi, którzy stanowili najbliższe otoczenie księdza, nie wygląda dużo lepiej. Podczas zbierania materiałów na temat Twardowskiego autorka wielokrotnie była przez życzliwych ostrzegana, że nie uda jej się tej książki napisać, że nie ma o niczym pojęcia, że nie znała i nigdy nie pozna prawdziwej twarzy "poety od biedronek".
Tym bardziej dziwi, że powstała biografia tak wyczerpująca, tak szczegółowa, tak bogata. Z urywków dokumentów, z licznych rozmów, z zachowanych do dziś zdjęć Grzebałkowska skleja niesamowity portret człowieka, który pod maską dobrotliwego duchownego skrywał swoją prawdziwą, niedoskonałą twarz mężczyzny targanego sprzecznymi emocjami. Mężczyzny smutnego, borykającego się z samotnością, pełnego kompleksów.
Grzebałkowska patrzy na swojego bohatera w sposób, który budzi uznanie. Obiektywnie, bez uprzedzeń, ale i nabożności, odnotowuje każdy detal. Nie unika trudnych spraw: związków księdza z kobietami, relacji rodzinnych, kontaktów z SB. Krok po kroku obserwujemy przemianę zahukanego okularnika w początkującego wierszokletę, uczestnika Powstania Warszawskiego, wreszcie - uwielbianego przez czytelników w różnym wieku księdza-poetę, przytłoczonego ciężarem popularności.
Niestety, im bardziej doceniana stawała się jego twórczość, im większą liczbę tomików wierszy sprzedawano, tym liczniej gromadzili się przy nim ludzie pragnący uszczknąć dla siebie choćby maleńką cząstkę jego sławy. Trudno się nie zirytować, czytając o bezpardonowych walkach o spadek po księdzu i przepychankach w kolejce do praw autorskich. To niezwykle gorzki fragment książki Grzebałkowskiej, a jednocześnie bardzo prawdziwy, przesiąknięty prozą życia komentarz do całej opowieści. Co by na to powiedział ksiądz Twardowski, który nigdy o majątek nie dbał, a gromadzenie dóbr materialnych po prostu go nie interesowało? Pewnie tylko pokiwałby smutno głową.


















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.