Wiadomości

stat

Muzyka z "Wiedźmina" w Teatrze Szekspirowskim

Choreografia teatru Avatar nie należała do najlepszych, ale wygląd tancerek dopracowano w najmniejszym detalu.
Choreografia teatru Avatar nie należała do najlepszych, ale wygląd tancerek dopracowano w najmniejszym detalu. fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Pamiętam czasy, kiedy Percival Schuttenbach grał w maleńkim Gazeta Rock Cafe dla garstki raczej przypadkowych osób, sześć lat później zdołał natomiast wyprzedać Teatr Szekspirowski. Oczywiście ogromną zasługę miał w tym "Wiedźmin 3: Dziki Gon", ale niesprawiedliwie byłoby uznać, że jest to wyłącznie jednostronna korzyść - gra zawdzięcza oprawie muzycznej równie wiele.



Na wstępie kilka słów wyjaśnienia. Zespół, który wystąpił w Teatrze Szekspirowskim nie jest dokładnie tym samym, który zagrał w Gazeta Rock Cafe w 2010 roku. Percival Schuttenbach zajmuje się folk metalem, istnieje jeszcze Percival wykonujący zakazane piosenki z okresu II wojny światowej, a także Percival zajmujący się folkiem historycznym i właśnie to oblicze jest najwyraźniej zaznaczone na albumie "Wild Hunt", którego zawartość stanowi tło dla najnowszych przygód wirtualnego Geralta z Rivii. Zresztą muzyki ani w filmie, ani w grze komputerowej nie można traktować wyłącznie jako dodatku. To bardzo istotny sposób ilustrowania akcji, który potrafi całkowicie zmienić jej charakter. Wystarczy kilka frywolniejszych dźwięków i natychmiast poważna, dramatyczna scena przemienia się w komediową. Percival doskonale wyczuwa atmosferę twórczości Andrzeja Sapkowskiego, a także jej przetworzonej przez CD Projekt Red wersji. Przyznam jednak, że dla mnie jest to świat obcy.

Wielokrotnie podchodziłem do Wiedźmina w każdej postaci, w jakiej został uwieczniony i ostatecznie rezygnowałem. Za mało we mnie determinacji do poznawania tych wszystkich postaci, miejsc, przygód pełnych magii i mieczy. Dało się wyczuć, że byłem wczoraj w Teatrze Szekspirowskim przypadkiem odosobnionym. Na sali dominowali wyznawcy Geralta, a owacje na stojąco nie pozostawiają złudzeń, że było to dla nich istne święto. Jako osoba szanująca grę i całą tę narrację, a jednocześnie posiadająca do nich dystans, nie do końca czułem się jednak usatysfakcjonowany.

Muzyce Percival towarzyszyły fragmenty zaczerpnięcie wprost z gry "Wiedźmin 3: Dziki Gon".
Muzyce Percival towarzyszyły fragmenty zaczerpnięcie wprost z gry "Wiedźmin 3: Dziki Gon". fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl
Wiadomym było, że odtworzenie koncertu z Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie nie jest możliwe. Percivalowi towarzyszyły wówczas orkiestra, chór, sopranistka, akordeonista i kilku innych gości. To było wydarzenie z ogromnym rozmachem, na jaki pozwolić sobie mogą tylko imprezy z dużym budżetem. W wersji przystosowanej do mniejszych sal dodatkową atrakcją są natomiast trzy tancerki z teatru Avatar i takie rozwiązanie okazało się nieść więcej szkód niż korzyści. Przede wszystkim zabrakło pomysłu na choreografię. Wystarczy wybrać się na pierwszy lepszy spektakl w wykonaniu DzikiStyl Company, aby zrozumieć, jak kolosalna różnica jest między przemyślanym teatrem tańca a gimnastycznymi szaleństwami w przebraniu driady czy sukkuba, jakie można było wczoraj zobaczyć.

Drugą dosyć niefortunną decyzją był dobór materiałów prezentowanych na ekranie. Czasami były to sceny z gry (w dodatku niekiedy powtarzające się), czasami plansza z nazwą zespołu, a jeszcze kiedy indziej muzycy nagle przestawali grać i razem z publicznością oglądali... zwiastun gry. Bardziej składny i precyzyjnie rozplanowany scenariusz na pewno wiele by tu pomógł. Jedno natomiast z całą pewnością nie zawiodło - znakomita muzyka.

Właściwie na wszelkie niedociągnięcia można przymknąć oko za sprawą esencji koncertu, czyli wykonania utworów znanych z płyt (a także spoza nich, bo w repertuarze znalazła się również kompozycja "Oczy Wiedźmina", która miała premierę zaledwie trzy dni temu). Akurat w tej kwestii nie trzeba być fanem Wiedźmina, nie trzeba w ogóle go znać, aby dać się porwać tajemniczym, folkowym dźwiękom. Lira bizantyjska, bęben z koziej skóry, gęśle - już sama możliwość uczestnictwa w ożywianiu tych pradawnych instrumentów dostarcza wielu wrażeń, ale zdecydowanie najbardziej imponujący popis dał Mikołaj Rybacki, w którego dłoniach saz przemienił się w narzędzie równie niebezpieczne, co gitara elektryczna w muzyce black metalowej.

Percival niemal cały koncert wykonał na siedząco, nie odzywając się do publiczności ani słowem, a jednak nawiązanie kontaktu i obopólne zrozumienie były oczywiste. Projekt Wild Hunt Live to świetne przedsięwzięcie, ale mam wrażenie, że jeszcze nie jest u szczytu swoich możliwości. Być może w nieco zmodyfikowanej formie - jako historia, która ma początek, rozwinięcie oraz zakończenie - sprawdziłby się znacznie lepiej i mam nadzieję, że w przyszłości do tego dojdzie.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 16)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Pod patronatem

Kalendarz kulturalny

kalendarz

Najczęściej czytane

Najczęściej czytane