- Nie interesują mnie spory na temat Kościoła, za to jestem zafascynowany sztuką religijną, która często przypomina mi okładki płyt heavymetalowych - mówi Tomasz Kopcewicz, którego prace można oglądać do 26 lutego w ramach wystawy "Paradise Lost" w Gdańskiej Galerii Miejskiej.
Tomasz Kopcewicz: Bo ja nie jestem artystą, który krytykuje Kościół! Nie jestem katolikiem, więc być może łatwiej jest mi się do problematyki religijnej zdystansować, ale nie pociągają mnie spory na ten temat i nie czuję się twórcą, który pragnie z negowania nauk Kościoła uczynić główny wątek swojej sztuki. Mnie interesują zupełnie inne sprawy.
Inne, czyli jakie?
Fascynuje mnie estetyczna strona sztuki religijnej. W moich obrazach chciałem w syntetyczny sposób pokazać interesujące formalnie elementy, które wypatrzyłem gdzieś w polskich kościołach. To są bardzo proste rzeczy: sklepienie, organy, które pod pewnym kątem przypominają jakiś demoniczny mechanizm. Zależało mi na wyabstrahowaniu i podkreśleniu niejednoznacznych, czasem budzących grozę fragmentów architektury czy wystroju kościelnych wnętrz, które nasuwają skojarzenia z okładkami płyt heavymetalowych. Dla ludzi żyjących setki lat temu pewnie było to normalne, ale dziś, dla widzów mających w głowie mnóstwo popkulturowych klisz, odczytanie tych wszystkich kontekstów może być problematyczne.
Twoja praca wideo, która prezentowana jest w ramach wystawy, również nawiązuje do historii sztuki. Pełno tu fragmentów dość przerażających obrazów, które w połączeniu z dźwiękiem robią niesamowite wrażenie. Gdzie znalazłeś takie malowidła?
To obrazy z cyklu "Martyrologium Romanum", które można oglądać w katedrze w Sandomierzu. Przedstawiają rzeź Tatarów i wysadzenie sandomierskiego zamku przez Szwedów. Uważam, że są one bardzo drastyczne i dosadne - nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego w kościele. Być może na ludziach mieszkających na co dzień w Sandomierzu i przychodzących często na mszę te obrazy nie robią aż takiego wrażenia, ale dla mnie jako turysty to był szok. Dlatego postanowiłem zmontować z nich film wideo, dodałem własny dźwięk i stworzyłem osobistą wypowiedź na ich temat. Chciałem porzucić na chwilę kontekst historyczny i skupić się na samej stronie wizualnej, która według mnie jest bardzo mocna.
No cóż, czasem rzeczywiście można odnieść wrażenie, że Kościół specjalizuje się w takich drastycznych "efektach specjalnych". Od razu przychodzą mi na myśl słynne szopki prałata Jankowskiego.
Przy tym, co kryje się we wnętrzu sandomierskiej katedry, szopki Jankowskiego to i tak szczyt subtelności. Mają tam pochodzący z XVIII wieku obraz przedstawiający rytualny mord żydowski na polskich dzieciach. Mam wrażenie, że to trochę wstydliwa sprawa, bo od dłuższego czasu malowidło jest przykryte portretem Jana Pawła II i nie wiadomo, co z nim będzie dalej. W każdym razie to nie jest coś, co powinni oglądać ludzie o słabych nerwach. Jest tam np. scena wrzucania dziecka do beczki nabitej gwoździami, by upuścić z niego jak najwięcej krwi.
Wróćmy do gdańskiej wystawy. Jak podobają ci się obrazy współautora "Paradise Lost", czyli Thomasa Behlinga?
Podobają mi się, i to bardzo! Mimo że nasze prace dotykają podobnego tematu, to przecież mówimy w zupełnie różny sposób o zupełnie różnych rzeczach. Jego obrazy są niezwykle poetyckie i subtelne - ja nigdy tak nie malowałem. Jestem dużo bardziej bezpośredni.



















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.