fot. Elijasz Maciej
Lokalizacja budynku Filharmonii jest jej ogromnym (i wciąż nie w pełni wykorzystanym) atutem.
W połączeniu sztuki wysokiej ze swobodnym relaksem nie ma nic złego. Przekonywaliśmy się o tym wielokrotnie podczas imprez plenerowych, takich jak Mozartiana czy festiwalu "Muzyka Chopina na gdańskich przedprożach". Jednak Filharmonia Bałtycka udowadnia, że także jej wnętrza są miejscem odpowiednim dla tak lekkich koncertów i jednym tchem zaprasza na kawę, lody i recital fortepianowy.
Każde szanujące się miasto z dostępem do wody wykorzystuje ten atrybut do celów koncertowych. Mało co zdobi bowiem przestrzeń miejską tak skutecznie, jak dźwięki niesione taflą wody i rozedrgane nimi lustrzane odbicie pobrzeża.
Także w Gdańsku, odkąd budynek dawnej elektrociepłowni stał się siedzibą Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, podejmowano próby realizacji takich przedsięwzięć. Próby bardziej i mniej udane.
Z okazji Roku Chopinowskiego na Ołowiance gości cykl letnich recitali fortepianowych. Tym razem nie w skierowanym na Targ Rybny amfiteatrze, a w przeszklonym wnętrzu budynku, tak zwanym Salonie Gdańskim z bezpośrednim przejściem na taras widokowy.
Podczas odbywających się codziennie, aż do 12 sierpnia koncertów, będziemy mogli usłyszeć przekrój pianistów wywodzących się z trójmiejskiego środowiska muzycznego. Występują więc zarówno artyści młodzi i utytułowani (Kirył Keduk, Dominika Glapiak, Maciej Gdański), jak i ci nieco bardziej doświadczeni (Sławomir Wilk, Kordian Góra), można wreszcie usłyszeć także profesorów gdańskiej Akademii Muzycznej (Bogdan Czapiewski, Bogdan Kułakowski).
Przeniesienie dźwięku na drugi brzeg jest niestety zabiegiem trudnym do osiągnięcia bez znacznej utraty jakości, a brak najbardziej zaawansowanego sprzętu nagłośnieniowego i dogłębnego poznania specyfiki akustycznej miejsca uniemożliwia realizację podobnych koncertów na wysokim poziomie. Dlatego pierwsze tego typu koncerty w Gdańsku były praktycznie niesłyszalne, a dla zgromadzonej na Targu Rybnym publiczności były raczej spektaklem wizualnym, niż wydarzeniem muzycznym.
Od tamtego czasu jednak wiele się zmieniło, Filharmonia Bałtycka dysponuje znakomitym sprzętem rejestrującym i nagłośnieniowym, także metoda prób i błędów pozwoliła na zyskanie niezbędnego doświadczenia i w kolejnych latach koncerty te wyglądały już coraz lepiej, choć wciąż nie idealnie.
Tym bardziej cieszy więc, że organizatorzy cyklu "Chopin nad wodami Motławy" oparli się pokusie realizacji imprezy efektownej dla przechodniów, ale niosącej ryzyko niedopracowania i zdecydowali się na nieco bardziej kameralne, ale równie urokliwe wykorzystanie atutu pięknej lokalizacji budynku Filharmonii.














Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.