Wiadomości

stat

Janusz Tartyłło: będę grał do ostatniego gwizdka

"Sztuka musi mieć jakieś znaczenie, choćby dla niewielkiej liczby osób."
"Sztuka musi mieć jakieś znaczenie, choćby dla niewielkiej liczby osób." fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Scenograf, reżyser, aktor, scenarzysta teatralny, malarz, grafik, a nawet solista operowy. Janusz Tartyłło, bohater cyklu "Pracownie artystów", to niewątpliwie człowiek wielu talentów. W tym roku skończy 87 lat, mimo tego nie zwalnia ani na chwilę. Chociaż niedawno miała miejsce premiera jego najnowszej sztuki "Dziadzisko", w rozmowie ze mną już opowiada o nowym scenariuszu. Z Januszem Tartyłłą spotkałam się w jego mieszkaniu, które jednocześnie pełni funkcję pracowni oraz małej galerii sztuki.



Mieszkanie Janusza Tartyłły i jego żony Anieli już od wejścia robi ogromne wrażenie. Na wszystkich ścianach wiszą rysunki, plakaty teatralne i obrazy. Spotykamy się w Dzień Kobiet, siadamy więc przy nakrytym białym obrusem stole, a pani Aniela częstuje nas herbatą i ciastem. Pan Janusz od razu zaczyna opowiadać o sztuce, którą właśnie pisze.

- Pracuję właśnie nad kolejną sztuką, dostałem już czwarte stypendium z ZAiKS-u, zupełnie jakby nie uwzględniali tego, że kończę już 87 lat - śmieje się Janusz Tartyłło. - Kończę właśnie pierwszy akt. Jestem jej bezczelnie pewny, roboczy tytuł to "Stabilny stan agonii". Wprowadziłem do niej motyw abstrakcyjnych snów, które w rzeczywistości są moimi snami.
Sny

Motyw snów w twórczości Janusza Tartyłły pojawiał się bardzo często. Najwięcej sennych motywów można znaleźć w jego obrazach.

- Od zawsze miałem takie sny. Pamiętam sen, który prześladował mnie, kiedy byłem dzieckiem, miałem go dzień w dzień, prosiłem "Żeby tylko nie ten sen", ale oczywiście tylko go tym wywoływałem. Wracaliśmy z lasu, z grzybobrania, z koszami pełnymi rydzów i borowików, nagle zauważyłem, że moja rodzina dziwnie na mnie patrzy, zacząłem uciekać i schowałem się za stojącym w rogu pianinem. Stanęli blisko mnie i powiedzieli: "Wiemy gdzie się schował, niech tam sobie jeszcze posiedzi. I tak spotka go to, co ma spotkać".
Abstrakcyjne i pełne symboli sny prześladują go przez całe życie, więc w pewnym momencie zaczął je malować. Tak powstała m.in. seria obrazów "Zadraśnięcie".

- Śniło mi się kiedyś, że zostaję aresztowany, a przede mną stoi kobieta, która trzyma rękę na swoim ramieniu. W pewnym momencie mówi: "Nie jestem aresztowana", jej ręka zostaje zdmuchnięta, podnoszę ją, długo się jej przyglądam i mówię: "Niech ręka boska mnie broni".
Scenografia

Przyglądając się twórczości Janusza Tartyłły można dojść do wniosku, że jest on prawdziwym człowiekiem renesansu. W swoim życiu parał się tak wieloma dziedzinami sztuki, że trudno jest sklasyfikować go jako artystę związanego z jedną dziedziną. Zapytany o to, które z tych wszystkich zajęć było mu najbliższe, zamyśla się na chwilę.

- Kiedy pracowałem w teatrze, Sylwester Chęciński i Wojciech Pokora mówili mi: "Należy pilnować, szewcze, kopyta, a nie rzucać się na wszystkie strony". Mam taką naturę, że piłowanie wciąż jednej rzeczy by mnie zamęczyło i zanudziło. Z chwilą, kiedy coś zaczynałem była to zawsze pierwsza sprawa, kiedy ją kończyłem i zaczynałem następną, tamta stawała się pierwsza.
Janusz Tartyłło przyznaje jednak, że szczególną rolę w jego życiu odegrała scenografia.

- Pamiętam, jak mieszkałem z Anielą w jednym pokoju, ona spała, a ja przygotowywałem makietę scenografii do "Wariatki z Chaillot". Wysłałem to do Francji na konkurs i wygrałem sześciomiesięczny pobyt w Paryżu. Musiałem go jednak oddać koledze, pracowałem wtedy nad bardzo ważną scenografią, której nie mogłem porzucić. Scenografia była dla mnie podstawą, mam na tym polu ponad 200 realizacji.

Kaczor Donald

Mimo tego, że scenografia stanowiła podstawę działań twórczych pana Janusza, duże uznanie zdobył też jako malarz. Jak sam twierdzi, od malarstwa wszystko się zaczęło.

- To śmieszna historia. Mieszkając w Grodnie zaprzyjaźniłem się z moimi rówieśnikami. Jeden z nich wspaniale rysował Kaczora Donalda i inne Myszki Miki. Bardzo chciałem też tak malować, ale okazało się, że nie jestem kopistą. Ni z tego, ni z owego namalowałem zamek na pustyni, to był mój pierwszy obraz.
W tym momencie pani Aniela przynosi portret starszego mężczyzny. Tłumaczy, że namalował go pan Janusz, kiedy miał 12 lat. To jego pierwszy obraz olejny, a czwarty obraz w życiu. Płótno obite jest krzywo na prowizorycznej, zbitej z desek ramie, sam obraz wygląda jednak bardziej na pracę studenta ASP niż nastoletniego chłopca.

- Robiłem kiedyś dużo portrecików, teraz niestety nie mogę, dlatego że polega to na uchwyceniu jednego szczegółu, a ja, choć widzę całość obrazu, nie umiem już tego osiągnąć.
Janusz Tartyłło ma bowiem znaczną wadę wzroku, na jedno oko nie widzi, w drugim zostało mu 13 proc. wzroku. Nie przeszkadza mu to jednak w malowaniu i pisaniu. Jak radzi sobie z wadą?

- Po pierwsze pamięć ręki, po drugie pamięć formy - tłumaczy.
Aktorstwo

Przygodę ze sceną Janusz Tartyłło zaczął bardzo wcześnie. Wspomina, że po raz pierwszy wystąpił na niej jako mały chłopiec.

- Moja mama występowała w "Madame Butterfly", a ponieważ jest tam mały Pinkertonik, czyli trzyletni chłopiec, to ubrali mnie w kimonko i wpuścili na scenę.
Scenicznymi anegdotami pan Janusz sypie jak z rękawa. Szczególnie lubi opowiadać te, które mają zabawne zakończenie.

- Grałem w  sztuce komediowej pt. "Prezesowa", szarą eminencję, ministra sprawiedliwości. Wchodziłem do gabinetu, w którym była jeszcze jedna osoba, niższego szczebla i mówiłem: "Pana ministra jeszcze nie ma", na co ona: "Jeszcze się wyleguje w łóżku", a ja: "Słuszne, im kto wyżej stoi, tym dłużej leży". Raz zapomniałem, że gram! W ostatniej chwili: taksówka, połączone siły garderobianych, ubierają, charakteryzują, wypychają na scenę, wbiegam i mówię: "Pana ministra jeszcze nie ma", słyszę: "Jeszcze się wyleguje w łóżku", a ja ni z tego, ni z owego, przekręcając całą historię, odpowiadam: "Słusznie, im kto wyżej leży, tym mu dłużej stoi". Zaraz po spektaklu przylatuje Barbara Kostrzewska, wybitna aktorka i śpiewaczka i mówi: "Pięć dniówek za robienie głupich kawałów!", tłumaczę: "Pani dyrektor, ja nie robiłem kawału, to niechcący mi tak wyszło", na co ona: "To za niechcący dziesięć dniówek". Cóż... zapłaciłem.
Zobacz także: Włodzimierz Łajming: starszy człowiek więcej mówi szeptem

Do ostatniego gwizdka

- Nie tknęliśmy filozofii sztuki! - orientuje się pod koniec rozmowy pan Janusz. - A ona właśnie w tej chwili, szczególnie u nas, ale też na świecie, zaczyna schodzić na bardzo daleki plan. Świat ogarnęła inna pasja, dostaliśmy temat polityki oraz rynsztunek, żeby przetrwać, w postaci nienawiści. W związku z powyższym, widzę jak to wszystko odchodzi, jest tyle osób, tyle zespołów teatralnych, artystów, myślę, że niedługo wszystko to stanie się rodzajem offu.
A co jest najważniejsze w sztuce?

- Żeby miała ona jakieś znaczenie, choćby dla niewielkiej liczby osób, bo wiadomo, że przegra z każdą masową imprezą i sportem. Uważam, że jeśli mowa o duszy nieśmiertelnej, to dostał ją ten, który jako pierwszy namalował bizona w pieczarze. Prawdopodobnie on był tym, który coś dostał.
Niedawno pan Janusz świętował 60-lecie pracy artystycznej. Czy w jego słowniku istnieje słowo "emerytura"?

- Nie jestem fanem piłki nożnej, ale zrobiło na mnie wrażenie, kiedy Kazimierz Górski powiedział, że gra idzie zawsze do ostatniego gwizdka. Postanowiłem sobie, że ja też będę grał do ostatniego gwizdka.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 5)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

01

października

Pod królewską koroną... Kaz... Gdańsk, Muzeum Historyczne

01

czerwca

Długi Dzień Dziecka Gdynia, Multikino Gdynia

27

listopada

Wielkie dni małej floty w m... Gdynia, Muzeum Marynarki Wojennej

Rozrywka

Miss Ziemi Pomorskiej wybrana
Miss Ziemi Pomorskiej wybrana
CBA bada, dlaczego radni dostali bilety na Open'era
CBA pyta o biilety radnych na Openera

Kulinaria

Zbliża się Hevelka. Na festiwalu spróbujesz 150 piw
Zbliża się festiwal Hevelka

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: gorący koniec maja
Planuj tydzień: gorący koniec maja