kalendarz

maj»
PnWtSrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 

Najczęściej czytane

wiadomości kulturalne

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Gdzie diabeł nie może, tam księdza poślą

Ksiądz Helena (Anita Sokołowska) potrafi zaskakiwać swoich parafian choćby biblijnym gestem obmycia stóp. Zdjęcie z próby prasowej.

fot. Łukasz Unterschuetz/trojmiasto.pl

Ksiądz Helena (Anita Sokołowska) potrafi zaskakiwać swoich parafian choćby biblijnym gestem obmycia stóp. Zdjęcie z próby prasowej.

Nowa premiera Teatru Wybrzeże nie pozostawia obojętnym. Bartosz Frąckowiak dzięki tekstom Mariana Pankowskiego opowiada nam całkiem zgrabną historię. Szkoda tylko, że mówi nam o tym, o czym dobrze wiemy.



Debiutujący z roli reżysera Bartosz Frąckowiak wykorzystał w przedstawieniu "Ksiądz H., czyli Anioły w Amsterdamie" trzy teksty świetnego, chociaż wciąż mało znanego w Polsce pisarza Mariana Pankowskiego - dramat "Ksiądz Helena" służy za podstawę spektaklu, część powieści "Ostatni zlot aniołów" jest wkomponowana w przedstawienie na zasadzie "teatru w teatrze", a fragment "Złotych szczęk" stanowi prolog spektaklu.

Tytułowym księdzem jest kobieta, Helena (gościnnie grająca w Wybrzeżu Anita Sokołowska). Jako nowy ksiądz w upadłej dzielnicy Amsterdamu (w oszczędnej scenografii Mirosława Kaczmarka na jednej ze ścian widzimy charakterystyczne amsterdamskie kamienice i kanały) rozpoczyna ona walkę o nową jakość kapłaństwa. Owo nowe kapłaństwo chodzi w kozaczkach, czarnych obcisłych spodniach i podkreślającym kobiece kształty seksownym gorsecie z koloratką. Helena musi stawić czoła nie tylko nieufnym parafianom, ale przede wszystkim niechętnemu jej biskupowi (bardzo dobra rola Cezarego Rybińskiego). Już jej pierwsze spotkanie ze zwierzchnikiem jest otwartą walką dwóch sposobów myślenia - konserwatywnego (biskup) i liberalnego (Helena).

Helena idzie pod prąd, poszukuje nowatorskich metod dotarcia do wiernych, walczy ze stereotypami - traktuje parafian po partnersku, zamiast ich prowadzić w wyznaczonym kierunku, czego oczekuje biskup. Swoją postawą szybko zraża do siebie dewotki (Gerdę de Stuip Katarzyny Kaźmierczak i Annę van Prium Anny Kociarz) i rozpoczyna ryzykowną grę z Mężczyzną (Marek Tynda) - brutalnym wilkiem w stadzie bezbronnych owieczek. Najciekawiej wypadają jednak konfrontacje Heleny z najbardziej intrygującą postacią spektaklu - prostytutką Lieve (Emilia Komarnicka). Jednak "mission impossible" księdza-kobiety oczywiście nie doczeka się happy endu.

Obok scen bardzo udanych (rozmowa dewotek w kaplicy, czy wysmakowana wizualnie scena sądu nad Heleną) w gdańskiej realizacji znajdują się fragmenty znacznie słabsze, przesadnie formalne (gwałt) albo słabo umotywowane (wyciskanie cytryny podczas rozmowy Heleny z Mężczyzną). Poza walorem komediowym nie znajduję uzasadnienia dla wkomponowania "Ostatniego zlotu aniołów" w dramat "Ksiądz Helena". Wyraźnie obozowy wydźwięk prozy Pankowskiego (anioły formowane są w komanda, opowiadają sobie sprośne kawały jak współwięźniowie Pankowskiego z Oświęcimia) i jej lapidarna forma zaprezentowane są wprost, jako satyryczny teatrzyk zorganizowany przez Księdza Helenę przy pomocy swoich parafian.

To co brzmi najmocniej, reżyser wyraźnie oddziela od fabularnej warstwy spektaklu. Motyw Maryi - gipsowej figury w gdańskiej "Lilli Wenedzie" w reż. Wiktora Rubina (Bartosz Frąckowiak był dramaturgiem tamtego spektaklu) tym razem został rozbudowany i wyostrzony. Podczas prologu Maryja (występująca gościnnie tancerka Iwona Pasińska) upozowana stoi między widzami czekającymi na wejście na widownię. W pewnym momencie zostaje przeniesiona do innego miejsca, ponieważ zwyczajnie zawadza. Tak jak w "Lilli Wenedzie", pojawia się również w scenie finałowej, ale tym razem zareaguje na rozwój wydarzeń.

Utkana z kilku utworów Pankowskiego opowieść Bartosza Frąckowiaka prowadzi jednak do mało odkrywczej konkluzji, że kler pomimo wielu pomysłów na zbliżenie religii katolickiej do współczesnych realiów i stylu życia wiernych, ciągle przegrywa z własnym tradycjonalizmem, a rewolucjoniści i tak muszą ponieść klęskę.

Frąckowiak padł po części ofiarą mnogości podjętych przez siebie wątków. Nie sposób opowiedzieć o Pankowskim w telegraficznym skrócie. Pewnie dlatego wiele wątków zostało rozmytych, a siłę słowa Pankowskiego osłabia efektowny formalizm scen. I chociaż reżyser porusza się po świecie Pankowskiego bardzo swobodnie, narzuca widzom ekspresowe tempo wycieczki, po której niewiele zostaje w głowie.

Debiut Bartosza Frąckowiaka wypada mimo wszystko obiecująco. "Ksiądz H., czyli Anioły w Amsterdamie" jest ostrą w wyrazie i zarazem jedną z ciekawszych realizacji Wybrzeża w ostatnim czasie.

sortuj: rosnąco  | pokaż widok standardowy

opinie (razem: 8)

zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 5359281 2009-05-14 17:20 trzymajmy kciuki za najlepszych! (2)

świetnie! widze, ze projekt Gdansk Europejska Stolica Kultury ma w tym miescie sens!oby tak dalej!

serwetka

popieram opinię 12 / nie zgadzam się 5
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 5359282 2009-05-14 22:08 (1)

Ej no, czy wy z ESK 2016 musicie to wszędzie wpisywać? no proszę was...

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 5359285 2009-05-15 14:40

muszą

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 0

Opinia została zablokowana przez moderatora.

zgłoś do moderacji opinię 5359284 2009-05-15 07:30 Jakie przedstawienie taka opinia...

Na wstępie chciałbym, aby mi ktoś podpowiedział co autor recenzji chciał powiedzieć: " a siłę słowa Pankowskiego osłabia efektowny formalizm scen". Może teraz tak się mówi... Nie byłem na przedstawieniu, ale po przeczytaniu tej recenzji nie żałuję. Jakieś eksperymenty ( nie ekskrementy) na scenie, wydumana fabula, wiele niedopowiedzeń i sztuka gotowa. Prawie tak samo jak
u "artystki ludowej" Doroty Nieznalskiej. Dodać do tego recenzję jak wyżej,
pełną udziwnień, okrągłych zwrotów i wypełnić to streszczeniem i gotowe. Na
samym końcu popatrzmy na "komentarze" - widać, że pisane przez kogoś bliskiego, a nawet bardzo bliskiego Helenie, przecież nikt inny nie odważyłby się cmokać jej w sam środek czegokolwiek. Pisanie o tych swoich marzeniach
to... a co tam, powiem tylko, że Freud miałby tutaj pole do popisu i wcale nie byłoby to korzystne ani dla cmokniętej ani dla cmokającego. Poza tym, czy
tak wygląda komentarz? Jedno niegramatycznie napisane zdanie, bez żadnego uzasadnienia, bez konkretów. Ale właściwie dlaczego się czepiam opinii, jeżeli są one napisane w myśl zasady: jakie przedstawienie taka opinia. I jeszcze
jedna uwaga do "Serwetki" i anonimów: łatwo się pisze byle co, gdy można
się ukryć za nickiem lub w ogóle się nie podpisać. Pomyśleć, że to wy tworzycie elity...

Ryszard Rosa

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 13

zgłoś do moderacji opinię 5359286 2009-10-11 21:42 dobre przrdstawienie

swietna glowna rola aktorka ok,rewelacyjny tekst ,ok

ja

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 5359287 2009-10-12 10:05 tytul artykulu troche na wyrost

wiele zlego dzieje sie z ksiezmi

magnat

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 5359288 2009-10-12 10:08 dlatego biskup

przegrywa z ksiedzem helena swietna rola BISKUPA ,ktory jest najlepszym meskim aktorem tw

fanka

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 1

dodaj swoją opinię