kalendarz

luty»
PnWtSrCzPtSoNd
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829 

wiadomości kulturalne

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Gdańsk doczekał się arcydzieła. Po premierze Vivo XXX Pawła Mykietyna

Orkiestra Symfoniczna PFB pod batutą Reinberta de Leeuwa miała okazję wykonać wyjątkowe dzieło.

fot. Łukasz Unterschuetz/ trojmiasto.pl

Orkiestra Symfoniczna PFB pod batutą Reinberta de Leeuwa miała okazję wykonać wyjątkowe dzieło.

Są takie koncerty, które cieszą swoim poziomem. Są też koncerty, które ciekawią, inspirują, oburzają albo - co chyba najgorsze - pozostawiają obojętnym. Są jednak jeszcze takie koncerty, które wymykają się wszelkim potocznym pojęciom opisującym przeżywanie, są obcowaniem z czymś większym, lepszym i wyprzedzającym. Takie właśnie uczucia towarzyszyły mi podczas światowej prapremiery symfonii Vivo XXX Pawła Mykietyna.



Powstałe dla uczczenia 30. rocznicy powstania "Solidarności" dzieło, to 70-minutowa muzyczna interpretacja skojarzeń związanych z tamtym czasem, jego dramatyzmem, niepokojem, ale też z pięknem odwagi i zjednoczenia. Paweł Mykietyn posłużył się całą gamą środków, by symbolika zawarta w utworze była jak najbardziej sugestywna. Oprócz wielkiej orkiestry symfonicznej i chóru, można było usłyszeć barwy i dźwięki generowane elektronicznie; były odgłosy radia, a nawet pieśni ludowe.

Ktoś mógłby stwierdzić, że forma przerasta tutaj już trochę treść, że mnogość użytych technik przywodzi na myśl bardziej kolaż, niż spójny utwór. W moim przekonaniu jednak każdy element tej muzycznej układanki był dla całości niezbędny, a jego umiejscowienie - głęboko przemyślane.

Mykietyn z ogromną konsekwencją i świadomością celu realizował swój plan: już podczas pierwszego, druzgocącego swoim pięknem 10-minutowego tutti, zahipnotyzował słuchaczy, by po przejmującej walce całej orkiestry z przenikliwym piskiem, przywodzącym na myśl ingerencję cenzury, wyciszyć całość piękną pieśnią z okolic Babiej Góry.

Z pewną regularnością wracały poszukiwania właściwej stacji w radiowej, nie stylizowane na szczęście na dźwięki z okresu PRL-u, ale jak najbardziej współczesne. Na szczęście, bo kompozytor uniknął w ten sposób pułapki parodii, prostego wspominania folkloru tamtych lat. Podobnie zresztą z użytymi pieśniami ludowymi - śpiewaczka jeszcze dwukrotnie kontrowała spokojem swojej opowieści burzę dźwięków oddających dramatyzm stanu wojennego, najpierw przyśpiewką z okolic Skierbieszowa, następnie przepiękną i długą pieśnią kurpiowską.

To, że Mykietynowi udało się zachować przy tym spójność, jest wynikiem ewidentnie zauważalnego przekonania o istotności tych środków. W tej muzyce nie było pośpiechu, wyrachowanych proporcji. Jedna przyśpiewka trwała minutę, inna wielokrotnie dłużej. Wszelkie pozamuzyczne odgłosy pojawiały się tak często, aż mogły zabrzmieć w świadomości odbiorcy właściwym sensem, nie powodując już uczucia dyskomfortu "obcym" dźwiękiem.

Gdy pod koniec dzieła nastąpiła retrospekcja obłędnego początku, można było odnieść wrażenie, że cały utwór był jedynie narastaniem, wyczekiwaniem na to, że organizm coraz bardziej domagał się tego powrotu. I rzeczywiście - ostatnie 10 minut utworu już nie było słuchaniem, było organicznym przeżywaniem czegoś absolutnie niezwykłego i wzruszającego.

Niezwykłe i wzruszające jest też to, że tak wspaniałe dzieło będzie już zawsze kojarzone z Gdańskiem. Myślę, że powinniśmy być z tego absolutnie dumni.

sortuj: rosnąco  | pokaż widok standardowy

opinie (razem: 9)

zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 1993230 2010-08-30 18:30 ...ostatnie 10 minut utworu już nie było słuchaniem, było organicznym przeżywaniem czegoś absolutnie niezwykłego i wzruszającego... (1)

co tam się działo?
był ktoś..
heh

Ciekawy Organicznych Przeżyć

popieram opinię 4/nie zgadzam się 1

zgłoś do moderacji opinię 1993252 2010-08-30 18:46

Ja byłem. Nie mam pojęcia o czym autor pisze ale rzeczywiście muzyka genialna... Może po prostu nie sposób dobrać słowa do tego jak dobre to było...

a

popieram opinię 4/nie zgadzam się 2

zgłoś do moderacji opinię 1993234 2010-08-30 18:34 Dzieło na 30-lecie S powinien skomponować Legendarny Tomasz Lipiński z Tiltu

który obalił komunę, ksenofobię i kaczyzm brzdąkając na gitarze przebój: Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie...

Antoni Kosiba

popieram opinię 6/nie zgadzam się 6

zgłoś do moderacji opinię 1993253 2010-08-30 18:47 Pierwsze co przychodzi na myśl po tej recenzji-przerósł Bacha !

...ale ja jako ostrożny meloman mam niejasne podejrzenia że ktoś koloryzuje .No powiedzmy przerósł Rubika.....

kriss

popieram opinię 11/nie zgadzam się 4

zgłoś do moderacji opinię 1993268 2010-08-30 18:56

fantazja ludzka nie zna granic!
Głupota ludzka nie mieści się w granicach
Mądrośc ludzka nie sięga granic

komu to potrzebne

popieram opinię 1/nie zgadzam się 10

zgłoś do moderacji opinię 1993307 2010-08-30 19:39 30 rocznica

i owszem ale Solidarnosci a nie powstania solidarnosci. Powstanie to było warszawskie, styczniowe, listopadaowe itd ale nie solidarności

anty Budyn

popieram opinię 0/nie zgadzam się 9

zgłoś do moderacji opinię 1993355 2010-08-30 20:26 do "anty Budyn"

Czy twój nick określa całe twoje jestestwo? to co będzie, jak on przegra wybory? stracisz tożsamość...

popieram opinię 8/nie zgadzam się 4

zgłoś do moderacji opinię 1993620 2010-08-31 00:36 Przepiękne

Ogromnie byłam ciekawa nowego utworu Pawła Mykietyna, bo wszystko co do tej pory słyszałam bardzo mi się podobało. Jestem zachwycona. Utwór nowoczesny w formie, przy tym bardzo melodyjny. Tutti w pierwszej części jakby chaotyczne, powtórzone w ostatniej zachwyca melodyjnością. W środku cudownie harmonijne frazy smyczków jakby z Bacha. Miód.

zachwycona

popieram opinię 5/nie zgadzam się 5

zgłoś do moderacji opinię 1997704 2010-09-01 12:31 To był nagorszy utwór jaki przyszło mi słyszeć

Ten sam rytm zmieniały się tylko wykonujące je instrumenty, ewentualnie drobne odejścia od głównej melodii. Jak przestawała grać orkiestra słychać było potworne trzaski z radia tranzystorowego. Wstawka ludowa wzięta żywcem z Oskara Kolberga była jak kwiatek do kożucha. Amelodyczne dzieło z całą pewnością niezapomniane, gdyż taki koszmar i gwałt na moich uszach jeszcze nikt nie dokonał. Ci pseudo znawcy co pieją z zachwytu nad tą kakofonią mi się jedynie kojarzą z ludźmi z reklamy samochodu dorabiających wielką ideologię do wieszaka na płaszcze.

Justyn

popieram opinię 3/nie zgadzam się 3