Wiadomości

stat

Ewa Ignaczak: mam duszę odkrywcy-społecznika

W latach 80. wszyscy tworzyliśmy pewne wspólnoty. Nigdy nie dochodziło do sytuacji artystycznej samotności. Podobnie mam dzisiaj, ale bardzo ciężko jest zbudować podobną wspólnotowość - mówi Ewa Ignaczak, która przy okazji premiery "Burmistrza" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk obchodzi 35 lat pracy artystycznej.
W latach 80. wszyscy tworzyliśmy pewne wspólnoty. Nigdy nie dochodziło do sytuacji artystycznej samotności. Podobnie mam dzisiaj, ale bardzo ciężko jest zbudować podobną wspólnotowość - mówi Ewa Ignaczak, która przy okazji premiery "Burmistrza" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk obchodzi 35 lat pracy artystycznej. fot. Marzena Chojnowska / TGG

- Chcę wzbudzić u widza refleksję i to się nie zmienia od lat. Teraz jednak teatr stał się dla mnie narzędziem zmian społecznych. Jeżeli chcemy walczyć o społeczeństwo obywatelskie, albo chociaż utrzymać to, co mamy, to sztuka może być siłą sprawczą - mówi Ewa Ignaczak, szefowa Teatru Gdynia Główna, obchodząca premierą "Burmistrza" 3 i 4 lutego jubileusz 35 lat pracy artystycznej.



Łukasz Rudziński: Na początku lutego świętujesz 35-lecie, ale o 30-leciu twojej pracy artystycznej rozmawialiśmy w 2010 roku...

Ewa Ignaczak: Faktycznie jest to takie 35 plus. Wszystko przez to, że jubileusz od początku łączyliśmy z premierą "Burmistrza" Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w mojej reżyserii, którą wstępnie planowaliśmy na jesień. Ostatecznie przenieśliśmy ją na luty. Myślę, że dobrze jest zaprezentować się widzom spektaklem i pokazać siebie w obecnym momencie twórczym. Tym bardziej, że jest to dla mnie wyjątkowy tekst. Skoro teraz wszystko jest "na plus", to myślę, że moje 35 plus też jest dozwolone (śmiech).

Gdzie się pojawiasz, tworzysz nową instytucję, nadajesz jej kształt. Potem pojawiają się nowe wyzwania. Kilka lat temu zmieniłaś Sopot na Gdynię, wcześniej był Gdańsk czy Elbląg. Skąd ta potrzeba zmiany?

Uprawiałam teatr jeszcze za komuny. Potem był czas przełomu i wiele osób odeszło od teatru. Pierwszy moment wolności to dylemat: czy wziąć się do "normalnej" pracy i porządnie zarabiać, czy dalej robić teatr? Wybrałam teatr.
Uprawiałam teatr jeszcze za komuny. Potem był czas przełomu i wiele osób odeszło od teatru. Pierwszy moment wolności to dylemat: czy wziąć się do "normalnej" pracy i porządnie zarabiać, czy dalej robić teatr? Wybrałam teatr. Również dlatego, że wszystkiego w nim wciąż trzeba się uczyć na nowo. Jakoś tak jest, że zawsze, gdy miejsce, gdzie pracuję, przestaje mnie inspirować, to zaraz coś się zaczyna psuć. Zawsze uważałam, że to przypadek, ale to są cudowne przypadki, bo dostajemy to, na co zasłużyliśmy. Rozstania oczywiście są trudne, ale z dalszej perspektywy można stwierdzić, że to tak naprawdę łaska, jakaś dobra opatrzność, która prowadzi nas dalej.

Ostatnie rozstanie to koniec Sopockiej Sceny Off de BICZ i powstanie Teatru Gdynia Główna w piwnicach dworca Gdynia Główna.

Off de BICZ było ogromnym sukcesem. To jedna z pierwszych tego typu scen w Polsce. Byliśmy wzorem i przykładem dla wielu innych, którzy dzięki nam przekonali się, że można rozmawiać z władzami miasta i powołać teatr offowy, który nawet z niewielkim budżetem może sobie poradzić. W Sopocie zrobiłam kilka ważnych spektakli. Stworzyłam miejsce dla innych twórców. To niewielkie miasto, podobnie jak scena Teatru na Plaży. Po 10 latach miałam już wrażenie, że zrobiłam tam bardzo wiele. Gdynia, po doświadczeniach w Sopocie, wydaje się wielka. Poszukiwanie widza, badanie jego gustów było wyzwaniem, zwłaszcza że ta zmiana zbiegła się w czasie z momentem, gdy ludzie trochę odwrócili się w Gdyni od teatru przez problemy w Teatrze Miejskim. Wchodziliśmy w przestrzeń miasta najpierw z Teatrem Zajechał [projekt grania w dzielnicowych bibliotekach czy domach kultury - przyp. red.] - po to, żeby nauczyć się gdyńskiego widza. To otworzyło nowe zadania i nowe możliwości. Funkcjonujemy bardzo mocno w tkance miasta.

O "Burmistrzu", który premierę ma 3 lutego, myślałaś od dłuższego czasu. Dlaczego dopiero teraz sztuka ta trafia na scenę?

Dobierając aktorów zauważyłam, że rozmawia się z nimi tylko o stawkach i o terminach. Każdy ma etat, jakiś projekt albo fuchy, prowadzi imprezę lub nagrywa płytę. Szczególnie młodzi aktorzy podążają za sukcesem i pieniędzmi.
Pięć lat temu trwała dyskusja na temat Jedwabnego. Ukazało się mnóstwo materiałów, ale właśnie tekst Sikorskiej-Miszczuk zaskoczył mnie na tle teatru dokumentalnego. Często tego typu teksty tracą wartość artystyczną, bo najważniejsza jest prawda i pod jej kątem są pisane, co przekłada się także na ich realizacje sceniczne. Uważam, że straciliśmy na wartości artystycznej, bo nowy dramat w większości jest teatrem dokumentalnym. W lekturze "Burmistrza" na początku zaskoczył mnie język - 80 proc. tekstu napisane jest wierszem. Zaskoczyło mnie, jak te sceny uruchamiają wyobraźnię, od absurdu po metafizykę. Bardzo chciałam to wtedy wystawić, ale "Burmistrz" to sztuka na pięcioosobową obsadę. Dla mnie w tamtym czasie było to duże wyzwanie. Co nie znaczy, że teraz jest dużo łatwiej zebrać piątkę aktorów.

Naprawdę to takie trudne? Przecież wielu aktorów tylko czeka na propozycję grania.

Dobierając aktorów zauważyłam, że rozmawia się z nimi tylko o stawkach i o terminach. Każdy ma etat, jakiś projekt albo fuchy, gdzieś prowadzi imprezę lub nagrywa płytę. Szczególnie młodzi aktorzy podążają za sukcesem i pieniędzmi. Niestety, rzadko się zastanawiają nad wartością tego, co robią. Tęsknię za aktorami, którzy chcą rozmawiać, a nie tylko ustalać grafik. Ciężko się pracuje w rytmie wyznaczanym przez liczne zobowiązania. Trudno się skupić, znaleźć wspólny język. Zwłaszcza że tekst Sikorskiej-Miszczuk jest ważny. Aktorzy mówią ze sceny o rzeczach naprawdę istotnych.

"Burmistrz" w reżyserii Ewy Ignaczak to pierwsza premiera Teatru Gdynia Główna w 2017 roku. Spektakl zobaczyć będzie można 3, 4 lutego oraz 11 marca.
"Burmistrz" w reżyserii Ewy Ignaczak to pierwsza premiera Teatru Gdynia Główna w 2017 roku. Spektakl zobaczyć będzie można 3, 4 lutego oraz 11 marca. fot. Marzena Chojnowska / TGG
Zuniwersalizowałaś tekst "Burmistrza". Dlaczego?

Ponieważ dzisiaj ten tekst działa o wiele silniej i jest bardziej uniwersalny. Poruszamy sprawę żydowską, ale bardzo delikatnie. W Polsce każda miejscowość musi mieć tajemnicę. Większość rodzin ma jakąś tajemnicę, która nigdy nie wychodzi na zewnątrz. Ciągle myślę, że my, Polacy, nie jesteśmy gotowi na zmierzenie się z prawdą historyczną.

Autorka wchodzi w przestrzeń Jedwabnego, ukazuje bezsilność i tragedię ludzi, którzy muszą mierzyć się z tragiczną historią tego miejsca. Nie jest ważne, czy oni tego chcą, a nie każdego stać na bohaterstwo. Autorka tym dramatem sytuuje się blisko ludzi i pokazuje, jak można pisać o prawdzie: nie oskarżać nikogo, ale pokazać pęknięcie między burmistrzem a społecznością, które może być symbolem pęknięcia w naszym narodzie w ogóle. My, Polacy, nie jesteśmy w stanie zderzyć się z tym, co może być dla nas niewygodne i trudne. Ciągle jesteśmy niegotowi. Autorka wplata w to jeszcze nasze fobie, lęki czy stereotypy. Dużo mówimy o miłości, ale nie potrafimy kochać. Nie mamy w sobie miłosierdzia. Za dużo jest w nas lęku: przed wojną, przed tym, co się wydarzyło, przed przyszłością.

Łatwo było to wszystko przenieść na scenę?

Ciągle myślę, że nie jesteśmy gotowi na zmierzenie się z prawdą historyczną. My, Polacy, nie jesteśmy w stanie zderzyć się z tym, co może być dla nas niewygodne i trudne.
W momencie czytania wszystko mi pasowało. Miałam wrażenie, że to po prostu jest dla mnie napisane. Weszliśmy na scenę i... zaczął wychodzić nam banał. Ciągle balansujemy na granicy. Ten tekst łatwo zniszczyć formą, bo on jest formalny sam w sobie i gdy się jej użyje, to momentalnie spada napięcie. Trzeba mieć dużo pokory i czujności, żeby nie szarpać widzem, ale zmusić go do bardzo mocnej refleksji.

Jak zmienił się teatr w ciągu tych 35 lat?

W latach 80. wszyscy tworzyliśmy pewne wspólnoty. Nigdy nie dochodziło do sytuacji artystycznej samotności. Nawet jeśli byłam liderem, podejmowałam się reżyserii i kształciłam innych, to zawsze była wokół mnie grupa ludzi tak samo zdeterminowanych i przekonanych o słuszności sprawy, że to jest odpowiednia droga do dialogu ze społecznością. Podobnie mam dzisiaj, ale bardzo ciężko jest zbudować podobną wspólnotowość. Wtedy funkcjonowało się inaczej. Nie było gdzie grać repertuarowo, nie mieliśmy sceny, ale było za to mnóstwo festiwali. Ciągle więc jeździło się po Polsce. Nie było rywalizacji, dominowała ciekawość, jak grają inni. Teraz to zanika. Wszyscy przyjeżdżają, robią swoje i od razu uciekają lub wolą spędzać czas w swoim gronie zamiast podpatrywać kolegów z innych teatrów. Dzisiaj jest więcej samotności twórczej. Ciężko jest też znaleźć aktorów dla sprawy.

Czym dla ciebie jest teatr?

W latach 80. wszyscy tworzyliśmy pewne wspólnoty. Nigdy nie dochodziło do sytuacji artystycznej samotności. Nie było rywalizacji, dominowała ciekawość jak grają inni. Teraz to zanika.
Jeszcze kilka lat temu z pewnością odpowiedziałabym inaczej. Teatr zawsze był dla mnie formą wypowiedzi i działaniem na widza. Chcę wzbudzić u widza refleksję i to się nie zmienia od lat. Teraz jednak teatr stał się dla mnie narzędziem zmian społecznych. Jeżeli chcemy walczyć o społeczeństwo obywatelskie, albo chociaż utrzymać to, co mamy, to sztuka może być siłą sprawczą. Czuję ogromny niepokój z powodu otaczającej nas rzeczywistości. Pięć lat temu mogłam powiedzieć, że to moment oddawania tego, co się otrzymało od życia. Teraz teatr jest czymś bardzo odpowiedzialnym. Nie wezmę odpowiedzialności za wszystkich, ale mogę budować ją w innych ludziach. Dlatego myślę, że aktorzy też powinni się bardzo uważnie przyglądać temu, co mówią i o czym mówią ze sceny. Na artystach spoczywa ogromna odpowiedzialność.

35 lat minęło. I co dalej?

Nie zrobiłam dotąd spektaklu na ulicy, a bardzo chcę spróbować teatru ulicznego. Od dwóch lat szukam na to środków. Chcę się skonfrontować z tym, co bardzo lubię, więc z ogromną przestrzenią. Mamy w Teatrze Gdynia Główna komfortową sytuację, bo mamy duże wsparcie włodarzy miasta, ale za rok czy dwa może być inaczej. To nie jest instytucja, która ma stały budżet. Co roku dostajemy środki na kolejny rok działalności, więc nie da się przewidzieć ciągu dalszego wybiegając za daleko wprzód.

Poza tym bardzo chciałabym wychować następców. Ludzi, którzy będą mieć wewnętrzną etykę i pasję, będą samodzielni, nie będą się bali zaryzykować i nie poddadzą się, gdy ktoś im podstawi nogę. Mam duszę odkrywcy-społecznika. Utrzymanie poziomu artystycznego i funkcjonowanie regularnej sceny oraz wchodzenie w różne nowe projekty jest dużym wyzwaniem. Za dwa lata idę na emeryturę. Chcę żeby to, co robimy w Teatrze Gdynia Główna, w dalszym ciągu się rozwijało. Dlatego muszę zbudować mocne zaplecze, aby zostawić tu ludzi, którzy Teatr Gdynia Główna poprowadzą dalej. I żeby to było dla nich ważne.

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 12)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

28

kwietnia

70-lecie GTF. Wystawa Jubil... Gdańsk, Dom Uphagena

30

kwietnia

Wystawa Wot hit talk / Laur... Gdańsk, CSW Łaźnia

01

maja

Zwiedzanie Gdańskiego Teatr... Gdańsk, Gdański Teatr Szekspirowski

Rozrywka

Gwiazdy zaśpiewały dla gdańszczan
Gwiazdy zaśpiewały dla gdańszczan
Sautrus, Kiev Office, The Pau - recenzje nowych albumów z Trójmiasta
Recenzje nowych płyt z Trójmiasta

Kulinaria

Okiem dietetyka: dieta sokowa i oczyszczanie koktajlami
Okiem dietetyka: dieta sokowa i koktajle

Planuj z nami tydzień