Uczestniczą w rekonstrukcjach walk czasów napoleońskich i organizują je od podstaw. Stroje, w których się wtedy pokazują, to nie tylko przebrania na okazję imprezy. Napoleończycy, bo o nich mowa, żyją swoją pasją na co dzień, przywołując ducha minionych czasów.
- Dziesięć lat temu trafiłem ze znajomym na pierwszą rekonstrukcję bitwy w Gdańsku i od razu mnie to zafascynowało. Krótko potem nawiązałem kontakt z chłopakami z Drugiego Pułku Piechoty Xięstwa Warszawskiego z Warszawy - mówi Remigiusz Pacer.
To według ich wskazówek rozpoczął kompletowanie stroju - pierwszy mundur uszył sam. Do dziś dba o niego tak, jakby nosił go w tamtych czasach, bo to jeden z elementów rzetelnej rekonstrukcji. - Ta pasja zdominowała nasze życie osobiste, jest jak narkotyk - chłopaki wciągają w nią całe rodziny - wyjaśnia Remigiusz.
Na czym polegają rekonstrukcje historyczne? - Chodzi o stworzenie nastroju, a nie tylko wyjście na pole walki. Już kilka dni wcześniej jedziemy w dane miejsce, gdzie ma się odbyć walka i maszerujemy z pełnym ekwipunkiem. Przy okazji odczuwamy na własnej skórze niedogodności, z jakimi spotykali się żołnierze w tamtych czasach - opowiada Remigiusz.
Po trudach czas na odpoczynek, często pod gołym niebem, nawet gdy temperatura jest ujemna. Posiłki i napoje także powinny nawiązywać do epoki. Ich przygotowaniem zajmują się kobiety pasjonujące się rekonstrukcją. Markietanki i kantynierki, bo o nich mowa, towarzyszą żołnierzom. - Zrobiliśmy wyjątek tylko dla jednej dziewczyny i pozwoliliśmy jej założyć mundur. Kasia jest w naszym oddziale woltyżerem, zapracowała na to wielkim zaangażowaniem - mówi Remigiusz.
Ze służbą łączą się konkretne obowiązki. Na początku trzeba odbyć roczny staż rekrucki, podczas którego wykonuje się prace obozowe, uczy musztry, kompletuje strój, a także przygotowuje do wyjścia na pole bitwy ucząc się komend, także w obcych językach, by sprawnie móc uczestniczyć w wyjazdowych bitwach. Potem przychodzi czas na naukę obsługi broni. Gdańscy Napoleończycy swoje zbiórki odbywają w Twierdzy Wisłoujście.
Grupa bierze udział w rekonstrukcjach w kraju i za granicą. Odbywają się one przy okazji rocznic walk, ale także na zasadzie spontanicznych inicjatyw, nie związanych z żadną komercyjną imprezą. Byli już pod Berezyną, Frydlandem, Pruską Iławą i w wielu innych miejscach - długo by wymieniać. Ostatnie lata dały im wiele możliwości, bo przypadały na nie okrągłe rocznice historycznych wydarzeń. - Tylko raz uczestniczyłem w rekonstrukcji walki jako obserwator i czułem się dość nieswojo. Złapałem się na tym, że miałem ochotę poprawiać uczestników - śmieje się Remigiusz.
Rekonstrukcja historyczna liczy sobie w Polsce jakieś 30 lat, za granicą więcej. Trzeba długo pracować, by zdobyć zaufanie zagranicznych organizatorów i być zapraszanym na akcje. Polskim grupom udaje się to bez problemu. Gdańscy Napoleończycy współpracują też z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska. Niedawnym efektem tej współpracy była impreza Wjazd Napoleona do Gdańska. W najbliższym czasie - 20-22 sierpnia - tradycyjną coroczną rekonstrukcję będzie można obejrzeć w Będominie.
Ze spotkania wychodzę z głową pełną myśli o napoleońskich klimatach. Nie żebym marzyła o przywdzianiu stroju markietanki, ale słuchanie o tak porywającym hobby fascynuje. Kto jak ja zatęsknił za romantycznym powiewem męstwa i tradycji czasów napoleońskich, a chce odtwarzać historię i spróbować swych sił w służbie, może skontaktować się z grupą przez stronę pulk12.pl.




















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie nie związane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.