Smutny spektakl przygotował dla swoich widzów sopocki Teatr Stajnia Pegaza. "Gwiazda" w reż. Ewy Ignaczak to mieszanka bólu, wspomnień i fragmentarycznej narracji.
Polski teatr sięga po sztuki Helmuta Kajzara bardzo rzadko. Jego poetyckie dramaty, upodobnione do snu raczej, czy też strumienia świadomości, omijane są przez współczesnych artystów szerokim łukiem. A szkoda.
"Gwiazda", najczęściej wystawiany dramat autora, w inscenizacji Ewy Ignaczak to historia nieco przewrotna. I nie tylko o wybór mężczyzny, występującego w roli starzejącej się aktorki opowiadającej o swoim życiu, tu chodzi. Raczej o to, że niewiele z gwiazdy ma postać wykreowana przez Henryka Dąbrowskiego. A może inaczej, niewiele z gwiazdy ma grający tytułową postać Henryk Dąbrowski.
Unikając karykaturalnego przerysowania, aktor stworzył wiarygodną postać artystki, która nie tylko największe sukcesy zawodowe dawno ma już sobą, ale wcale nie jesteśmy pewni, czy miała je kiedykolwiek. Poczucie niespełnienia i zawodowego rozczarowania wydaje się w spektaklu wręcz dominujące.
Oto widzimy bohaterkę, której po latach pracy w teatrze na życiowym koncie zostało zaledwie kilka zapamiętanych fragmentów dawno odgrywanych ról, stare, za ciasne już kostiumy i nieudane życie osobiste. Groteskowe dopominanie się o względy dopełnia poczucia zawodowej klęski. A już za rogiem czai się starość, samotne dni spędzone w domu opieki i ten najgorszy moment, kiedy człowiek "zaczyna robić pod siebie".
Dużej odwagi trzeba, by zagrać rolę tak niebezpiecznie bliską aktorowi. Banalne, sztuka wymaga ofiar. Co jednak, jeśli w ostatecznym rachunku w zamian dostaje się właśnie nic?
Skąd pomysł, aby wyreżyserować właśnie sztukę Kajzara?
Henryk podsunął mi ten tekst parę miesięcy temu. Długo o nim nie pamiętałam, aż pewnego dnia wypadł mi z książki. Uznałam to za znak.
Co interesującego znalazłaś w dramacie Kajzara?
"Gwiazda" dotyka tematu twórczego i to jest dla mnie bardzo ważne. Po 30 latach pracy na scenie wiem, że aktor to nie tylko narzędzie, naczynie sztuki, ale również cierpienie, klęski, nadzieje i lęk przed starością i śmiercią.
Dlaczego w roli aktorki obsadziłaś mężczyznę?
Chciałam, by w ten sposób spektakl stał się bardziej uniwersalny i uniknął takiej babskiej histerii. Obecność mężczyzny sprawia, że jest śmieszny i patetyczny zarazem. Poza tym Henryk ma w sobie tą część ludzką, której szukałam w aktorze, z tym wszystkim co przechodzi człowiek.
Z młodym aktorem to byłoby nie możliwe?
Jestem przekonana, że aby dotykać tego tematu, należy to robić jedynie z dojrzałą osobą, z aktorem, który naprawdę kocha teatr i docenia wagę słowa. Historia, która opowiadamy, dotyczy przecież ludzi teatru, nie gwiazd filmowych, z którymi mamy doczynienia teraz.
















Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.